wtorek, 9 września 2014

4.

 Nic tak nie wpływa na dobry nastrój, jak poranny spacer. Tego dokładnie zdania była Anna. Z zupełnie innej strony patrzył Daniel, który naburmuszony siłował się z olbrzymim psem. Bernardyn jednak dalej szedł swoją drogą, wyznaczając ścieżkę śliną.
- Czy choć raz nie możesz ty z nim pochodzić?- wysapał ciężko chłopak.
 Anna bez słowa wzięła do ręki smycz i pies natychmiast dorównał jej kroku. Szedł powolutku, spokojnie, jakby próbował przypodobać się pani.
- Jak ty to robisz...
 Dziewczyna wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się półgębkiem. Zaczęła rozglądać się dookoła, aż w końcu jej wzrok spoczął na niebieskim rodzinnym vanie, prześwitującym zza żywopłotu. Zmarszczyła brwi i przyspieszyła kroku. Mimo nawoływań brata przeszła przez ulicę zupełnie się nie rozglądając, prawie w transie. Wyciągnęła przed siebie rękę i zamarła z nią tuż przy pierwszych listkach. Po chwili dłoń zaczęła powoli opadać, a ona spojrzała na Daniela.
- Ktoś się tu wprowadził?- głos miała cichy, szept prawie.
- Tak, wczoraj przyjechała tu rodzina. Ojciec i chyba piątka dzieci.Czemu pytasz?
 Anna nie odpowiedziała.

3.

 Cynthia odstawiła z hukiem ostatnie pudło, po czym otarła rękawem zakurzone czoło. Wspinać się na drugie piętro z ciężkimi kartonami pięć serii po dziesięć pudeł to naprawdę wyzwanie dla kogoś o dużym doświadczeniu. W końcu nie pierwszy raz się przeprowadzają. W ciągu ostatnich sześciu lat po urodzeniu Meg i śmierci mamy przeprowadzali się około pięciu razy. Cynth nie wszystko pamiętała, okres czasu po stracie jednego z rodziców mocno odcisnął się w jej głowie i przez wiele miesięcy nie potrafiła zachowywać się jak normalny człowiek. Dopiero gdy zauważyła jak bezradny jest tata po tej sytuacji, wzięła się w garść i postanowiła wziąć wszystko w swoje ręce. W ten sposób wyrobiła sobie szacunek matki i zaufanie siostry w reszcie rodzeństwa. Tylko Tobias uważał, że to on powinien być przywódcą stada. I zawsze zachowywał się jak baran alfa. Przynajmniej w opinii Cynthii.
 Dziewczyna zaczęła schodzić z krętych schodów, myśląc o wszystkich miejscach,w których mieszkali dotychczas. Teraz przeprowadzają się do wyjątkowego miejsca. W tym domu mieszkała ich mama.
- Nieprawda! Nie wziąłem ich!
 Cynthia zaalarmowana usłyszanym krzykiem przyspieszyła i w chwilę potem była już na parterze. Stali tam bliźniacy, Kevin i Melvin, i przepychali się nawzajem. Siostra stanęła koło nich z rękoma wspartymi o biodra i patrzyła się na nich groźnym wzrokiem. Bracia znali to spojrzenie, więc odsunęli się od siebie i mruknęli ciche "przepraszam". Cynthia uśmiechnęła się ciepło i przytuliła ich do siebie.
 W tym samym czasie Meg i Tobi postanowili eksplorować dom. Ruszyli więc długim korytarzem, który znajdował się między rozdwojonymi schodami z pierwszego piętra. Schody te wychodziły centralnie na drzwi wejściowe, które aż zapraszały, żeby wyjść. Jednak rodzeństwo mieszkało już w gorszych warunkach, no a w tym domu wychowała się ich mama. Więc z należnym szacunkiem oglądali wszystkie ściany, stare zbroje i dziwnie psychopatyczne obrazy. Każda postać na portrecie spoglądała na nich niemal z obrzydzeniem, jak na olbrzymie karaluchy, a krajobrazy zdawały się gnić i zarastać chwastami. Meg była nadzwyczajnie spokojna, szła posłusznie i oglądała każdy ze wskazanych eksponatów. Natomiast Tobias czuł się tu obco, niepewnie, jakby schodził po spróchniałych schodach, które zaraz mogą się zapaść, a on sam wpadnie w przepaść bez dna. Mimo to udawał zaciekawienie, mimo iż wiedział, że siostra doskonale umie go wyczuć. Podchodził do dziewczynki jak do bomby zegarowej. Lekarz dawno temu powiedział im, żeby byli ostrożni, bo z nią było coś nie tak. Chłopak zrobił wtedy ogromną awanturę i do tej pory próbuje sobie udowodnić, że dziecko jest w pełni normalne.
- Zobacz jakie wysokie schody. Wchodzimy?

poniedziałek, 1 września 2014

2.

 Ciemne, wysokie drzwi robiły na niej wielkie wrażenie. Mosiężna kołatka przyprawiała ją o dreszcze, czego nie lubiła. Zmarszczone brwi małej sugerowały, że dziewczynka jest bardzo zamyślona i zdenerwowana. Biały kołnierzyk drapał ją w szyję, więc co chwila go poprawiała.
- Meg, rusz się stamtąd!- drobna główka odwróciła się i złotymi oczami spojrzała na siostrę.
 Cynthia wiedziała, że dziecko nic jej nie odpowie. Megatt była niemową, chociaż słyszała perfekcyjnie. Lekarze mówili, że sama kiedyś odblokuje swoją psychikę. Ale jak na razie nie zapowiadało się na to.
 Jednak posłusznie podreptała drobnymi kroczkami za nastolatką i został jej wręczony mały kuferek. Nie był ciężki i w zasadzie nie wiadomo było, czy cokolwiek tam jest. Ale tata woził go zawsze ze sobą, od czasu, kiedy mama zginęła. Miał na jego punkcie obsesję, pozwalał go dotykać tylko swoim dzieciom. Cała piątka pamiętała feralne wydarzenie, gdy ciotka Alicja zainteresowała się rzeczonym przedmiotem. Wybuchła straszliwa awantura, podczas której dzieci Alberta udoskonaliły nieco swój słownik.
 Cynthia również wzięła coś z bagażnika i zapędziła bliźniaków do roboty. Kevin i Melvin byli praktycznie nierozróżnialni, teoretycznie mieli różne kolory oczu. Ale obydwa ciemne, co nieco utrudniało identyfikację.
 Potem z samochodu wytoczył się najstarszy z rodzeństwa - Tobias. Zawsze był strasznie poważny, ale tym razem próbował pocieszyć najmniejszego członka rodziny. Meg bowiem zapierała się całą sobą, żeby tylko nie jechać do tego domu. Nie chciała pakować swoich rzeczy, gdy tylko ktoś wspominał cokolwiek o wyjeździe, wychodziła z pokoju, ostentacyjnie odwracała w samochodzie główkę, kiedy ktoś pytał się, czy podobają jej się widoki. Zazwyczaj uśmiechała się, albo kiwała energicznie głową. Tobias miał w niej swoją ulubienicę, dlatego martwił się.
- No księżniczko! Jesteśmy!
 Ale dziewczynka odwróciła się i podążyła z kuferkiem na werandę. Na jej małej twarzyczce widać było cień strachu, jednak nikt tego nie zauważył.

1.

 Kłucie w płucach narastało. Oddech się spłycał. Uciekać nie było dokąd. Dziewczynka biegła ile sił w nogach, przeskakując po trzy stopnie naraz. Wiedziała, że musi ukryć coś, co właśnie trzymała mocno tuż pod sercem. Prostokątny przedmiot wbijał jej się w żebra, obtłukiwał usilnie. W pewnym momencie Aga stanęła. Na przeciwko niej były drzwi.

0.

Piszę bloga dla własnej przyjemności, opowiadanie bardziej. Jak ktoś chce, niech czyta.