Dziewczyna zaczęła schodzić z krętych schodów, myśląc o wszystkich miejscach,w których mieszkali dotychczas. Teraz przeprowadzają się do wyjątkowego miejsca. W tym domu mieszkała ich mama.
- Nieprawda! Nie wziąłem ich!
Cynthia zaalarmowana usłyszanym krzykiem przyspieszyła i w chwilę potem była już na parterze. Stali tam bliźniacy, Kevin i Melvin, i przepychali się nawzajem. Siostra stanęła koło nich z rękoma wspartymi o biodra i patrzyła się na nich groźnym wzrokiem. Bracia znali to spojrzenie, więc odsunęli się od siebie i mruknęli ciche "przepraszam". Cynthia uśmiechnęła się ciepło i przytuliła ich do siebie.
W tym samym czasie Meg i Tobi postanowili eksplorować dom. Ruszyli więc długim korytarzem, który znajdował się między rozdwojonymi schodami z pierwszego piętra. Schody te wychodziły centralnie na drzwi wejściowe, które aż zapraszały, żeby wyjść. Jednak rodzeństwo mieszkało już w gorszych warunkach, no a w tym domu wychowała się ich mama. Więc z należnym szacunkiem oglądali wszystkie ściany, stare zbroje i dziwnie psychopatyczne obrazy. Każda postać na portrecie spoglądała na nich niemal z obrzydzeniem, jak na olbrzymie karaluchy, a krajobrazy zdawały się gnić i zarastać chwastami. Meg była nadzwyczajnie spokojna, szła posłusznie i oglądała każdy ze wskazanych eksponatów. Natomiast Tobias czuł się tu obco, niepewnie, jakby schodził po spróchniałych schodach, które zaraz mogą się zapaść, a on sam wpadnie w przepaść bez dna. Mimo to udawał zaciekawienie, mimo iż wiedział, że siostra doskonale umie go wyczuć. Podchodził do dziewczynki jak do bomby zegarowej. Lekarz dawno temu powiedział im, żeby byli ostrożni, bo z nią było coś nie tak. Chłopak zrobił wtedy ogromną awanturę i do tej pory próbuje sobie udowodnić, że dziecko jest w pełni normalne.
- Zobacz jakie wysokie schody. Wchodzimy?
- Nieprawda! Nie wziąłem ich!
Cynthia zaalarmowana usłyszanym krzykiem przyspieszyła i w chwilę potem była już na parterze. Stali tam bliźniacy, Kevin i Melvin, i przepychali się nawzajem. Siostra stanęła koło nich z rękoma wspartymi o biodra i patrzyła się na nich groźnym wzrokiem. Bracia znali to spojrzenie, więc odsunęli się od siebie i mruknęli ciche "przepraszam". Cynthia uśmiechnęła się ciepło i przytuliła ich do siebie.
W tym samym czasie Meg i Tobi postanowili eksplorować dom. Ruszyli więc długim korytarzem, który znajdował się między rozdwojonymi schodami z pierwszego piętra. Schody te wychodziły centralnie na drzwi wejściowe, które aż zapraszały, żeby wyjść. Jednak rodzeństwo mieszkało już w gorszych warunkach, no a w tym domu wychowała się ich mama. Więc z należnym szacunkiem oglądali wszystkie ściany, stare zbroje i dziwnie psychopatyczne obrazy. Każda postać na portrecie spoglądała na nich niemal z obrzydzeniem, jak na olbrzymie karaluchy, a krajobrazy zdawały się gnić i zarastać chwastami. Meg była nadzwyczajnie spokojna, szła posłusznie i oglądała każdy ze wskazanych eksponatów. Natomiast Tobias czuł się tu obco, niepewnie, jakby schodził po spróchniałych schodach, które zaraz mogą się zapaść, a on sam wpadnie w przepaść bez dna. Mimo to udawał zaciekawienie, mimo iż wiedział, że siostra doskonale umie go wyczuć. Podchodził do dziewczynki jak do bomby zegarowej. Lekarz dawno temu powiedział im, żeby byli ostrożni, bo z nią było coś nie tak. Chłopak zrobił wtedy ogromną awanturę i do tej pory próbuje sobie udowodnić, że dziecko jest w pełni normalne.
- Zobacz jakie wysokie schody. Wchodzimy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz