Ciemne, wysokie drzwi robiły na niej wielkie wrażenie. Mosiężna kołatka przyprawiała ją o dreszcze, czego nie lubiła. Zmarszczone brwi małej sugerowały, że dziewczynka jest bardzo zamyślona i zdenerwowana. Biały kołnierzyk drapał ją w szyję, więc co chwila go poprawiała.
- Meg, rusz się stamtąd!- drobna główka odwróciła się i złotymi oczami spojrzała na siostrę.
Cynthia wiedziała, że dziecko nic jej nie odpowie. Megatt była niemową, chociaż słyszała perfekcyjnie. Lekarze mówili, że sama kiedyś odblokuje swoją psychikę. Ale jak na razie nie zapowiadało się na to.
Jednak posłusznie podreptała drobnymi kroczkami za nastolatką i został jej wręczony mały kuferek. Nie był ciężki i w zasadzie nie wiadomo było, czy cokolwiek tam jest. Ale tata woził go zawsze ze sobą, od czasu, kiedy mama zginęła. Miał na jego punkcie obsesję, pozwalał go dotykać tylko swoim dzieciom. Cała piątka pamiętała feralne wydarzenie, gdy ciotka Alicja zainteresowała się rzeczonym przedmiotem. Wybuchła straszliwa awantura, podczas której dzieci Alberta udoskonaliły nieco swój słownik.
Cynthia również wzięła coś z bagażnika i zapędziła bliźniaków do roboty. Kevin i Melvin byli praktycznie nierozróżnialni, teoretycznie mieli różne kolory oczu. Ale obydwa ciemne, co nieco utrudniało identyfikację.
Potem z samochodu wytoczył się najstarszy z rodzeństwa - Tobias. Zawsze był strasznie poważny, ale tym razem próbował pocieszyć najmniejszego członka rodziny. Meg bowiem zapierała się całą sobą, żeby tylko nie jechać do tego domu. Nie chciała pakować swoich rzeczy, gdy tylko ktoś wspominał cokolwiek o wyjeździe, wychodziła z pokoju, ostentacyjnie odwracała w samochodzie główkę, kiedy ktoś pytał się, czy podobają jej się widoki. Zazwyczaj uśmiechała się, albo kiwała energicznie głową. Tobias miał w niej swoją ulubienicę, dlatego martwił się.
- No księżniczko! Jesteśmy!
Ale dziewczynka odwróciła się i podążyła z kuferkiem na werandę. Na jej małej twarzyczce widać było cień strachu, jednak nikt tego nie zauważył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz